Przyszedł taki moment, że zwątpiłem już w całą tą "walkę"
Po całej tej akcji z wysłaniem pozwu i brakiem jakiejkolwiek odpowiedzi od Pana R., naszły mnie wątpliwości. Kilka dni oderwania się od sprawy "Mitsubishi Galant' GATE", wyjazdy firmowe i robota w koło domu i mój entuzjazm, a raczej ogromny wkurw zaczął mi przechodzić. Może jednak zostawić tą sprawę i pojeździć tym samochodem? Może wcale nie jest takie złe, a ja demonizuję całą sprawę i przede wszystkim Pana R.? Wieczorem wracam do dokumentów zawierających opinie blacharsko-lakiernicze, listę usterek napisaną przez mechanika i przypominam sobie twarze tych gości, z dezaprobatą kiwającym głowami. "Jak mogłeś wpierdolić się w taki szrot" - pytali. Jak, jak... Śmak. Wpierdoliłem się i tyle. Samochodem to ja umiem jeździć, a nie go naprawiać i oceniać. To, że dałem sie nabrać takiemu fiutowi, nie czyni ze mnie frajera. No może trochę :) ale nie mam zamiaru zostać nim na zawsze, ponieważ doprowadzę tą sprawę do końca. I ją wygram.
Cały wkurw wrócił i już było znowu po staremu :) Działamy dalej, gnieciemy robaka... Na koniec została mi jeszcze opinia Autoryzowanego Serwisu Mitsubishi. Chwila w necie, kilka telefonów i już jesteśmy umówieni. Za 3 dni zostawiam auto na cały dzień i dostaję szczerą prawdę o samochodzie ale najpierw weekend i trzeba się odstresować :)
tagi: chwilowe zwatpienie, szrot mitsubishi galant
| chwilowe zwatpienie |
| szrot mitsubishi galant |