Pierwszy kontakt z Panem R. i próba dogadania się

W środę dzwonię do mojego sprzedawcy. Po kilku sygnałach przelatuje mi przez głowę myśl, że pewnie numer telefonu jest już spalony i mogę sobie dryndać do usranej śmierci. Ku mojemu zdziwieniu R. odbiera. Przedstawiam mu moją opinię i odczucia na temat auta, fakt - robię to dość emocjonalnie ale staram się być grzecznym. Jednocześnie nie mogę wyzbyć się uczucia, że zostałem ostro wydymany prosto pod ogon przez tego gościa. Staram sie jednak zachować zimną krew, żeby się nie podpalać, nie nabluzgać, rzucać tylko konkretami i przedstawić moją propozycję rozwiązania sprawy - odstępujemy od umowy kupna sprzedaży, a ja nie domagam się zwrotu żadnych dodatkowych kosztów (paliwo, 2 dni urlopu w pracy, przeglądy, ubezpieczenia). Pan R. zapewnia mnie, że auto jest w świetnym stanie mechanicznym, a to, że lakier jest nie taki jak być powinien, to mi mowił przy sprzedaży. Fakt, mówił mi o tym ale rzecz dotyczyła malowania maski i zderzaka, tak jak pisał mi w mailu. Zrozumiałem jednak, że argument lakieru nie będzie tu podstawą do roszczenia. Upieram się przy swoim, po czym R. bardzo niepocieszony mówi, że przemyśli sprawę i się odezwie po konsultacji z drugim Panem R. Niestety nie odzywa się ...

Mija jeden dzień, drugi dzień, a telefon milczy. Dzwonię do niego. "Sorry nie miałem czasu, załatwiałem jakieś sprawy, wyjazd miałem do 'szwajcu' itp.". Myślę sobie OK, niech i tak będzie. Pytam go zatem, czy przemyślał sprawę i co ma zamiar zrobić, a w odpowiedzi dostaję to, co było do przewidzenia. "Nie mam zamiaru zwracać Ci pieniędzy, samochód wg mnie jest OK i nie ma podstaw do rozwiązania umowy". OK zaczynam ostrzej, opowiadam o sądzie, o prawniku (u którego de facto jeszcze nie byłem), rozprawie i rzeczach jakie mu się zwalą na głowę w przypadku rozpoczęcia procesu. No bo słuchajcie:

1. Kolega R. musiałby zapłacić podatek od sprzedaży samochodu sprowadzonego. Różnica w cenie zakupu w Szwajcarii a sprzedaży mi, to okolo 9000 zł.

2. Ostatni wpis w książce serwisowej jest preparowany, zatem przebieg już w 100% cofany. (ten argument łatwy do obalenia, więc można go olać),

3. Samochód nie był w terminie oclony, zatem grozi mu kara 1500zł,

4. Ubezpieczenie OC w samochodzie było wykupione na 1 miesiąc (tzw. graniczne). Ubezpieczenie takie można wykupić tylko raz na specjalnych warunkach i nie wolno go przedłużać. On mial co najmniej 2 takie ubezpieczenia, a prawdopodobnie i więcej. Za to też kara.

To było takie mocne uderzenie, które miało go przestraszyć i nakłonić do ułożenia się polubownego. Usłyszałem, że nie ma tej kasy, którą mu dałem, bo już wpłacił ją na konto i wysłał przelew do Japoni za zamówione następne auta (Legnum i VR4). Powiedziałem, że poczekam, nie spieszy mi się z kasą i możemy podpisać jakiś papier a on kasę odda w ciągu nawet 2 miesięcy, jeżeli mu to pasuje. Musi się zastanowić skonsultować to z prawnikiem i się odezwie w sobotę.

Sobota mija, R. nie dzwoni. Telefonuję zatem w poniedziałem i pytam jak sprawy. Dowiedziałem się, że konsultował się z jakimś radcą prawnym, który przekonywał go, żeby się nie przejmował moimi roszczeniami, że nie ma podstaw prawnych do odstąpienia od umowy KS i że ma spać spokojnie :) W związku z tym R. nie będzie się ze mną układał i wierzy, że samochód będzie mi dobrze służył.

-"Dobra" - pomyślałem, "nie chciałem ci srać w papiery ale teraz mnie wkurwiłeś".

Idziemy do adwokata...

tagi: galant 2.5 v6 kombi avance, galant avance cena, galant vr4 na sprzedaż, gdzie znajduje sie kod lakieru galant, ile do setki vr4 galant, jakie ubezpieczenie galant 2.5, legnum vr4 poniatowa, mitsubishi galant wyjazd po samochod, mitsubishi poniatowa, nie dzwonisz telefon milczy, poniatowa legnum
ubezpieczenie mitsubishi galant, vr4 poniatowa