Opinie fachowców i osób zaufanych

Niezwłocznie w poniedziałek 20 lipca udałem się do znajomych mechaników, blacharzy i innych specjalistów z nadzieją, że usłyszę od nich jakieś słowa pocieszenia. Coś w stylu - samochód nie wygląda może najlepiej ale to solidne auto, silnik pracuje bombowo, a lakierem się nie przejmuj ;)

Niestety nic takiego się nie stało i moje sumienie nie zostało uspokojone. W zamian za to usłyszałem coś w tym stylu:

1. Od mojego dobrego znajomego mechanika:

"co to kurwa jest? Ktoś go malował w sprayem w stodole?"

a po przejechaniu się nim "oddawaj to auto chłopie w cholerę. Nie chcę go widzieć u mnie na warsztacie" :)

2. Od blacharza:

"mój praktykant po jednym dniu nauki pomalowałby go lepiej. Nie mowiąc już o polerce, którą przepalili lakier. Na błotnikach i drzwiach szpachli w cholerę. Lada moment zacznie odpadać kilogramami" :)

Po takich słowach człowiek nie nabiera otuchy. Wracam więc do chaty mocno wkurwiony i jednocześnie nakręcony do dalszego działania. Zaraz... Może zadzwonię do mojego sprzedawcy R. i spróbuję załatwić sprawę polubownie. Nie będę go straszył, przedstawię po prostu mocne fakty i zaproponuję ugodę. Ok - jutro do niego dzwonię...

tagi: szrot mitsubishi galant, ubezpieczenie mitsubishi galant avance v6, użytkownicy mitsubishi galant avance v6

R. odbiera i pyta w jakiej sprawie dzwonię. Przedstawiam mu moją opinię i odczucia na temat auta. Robię to dość emocjonalnie ale grzecznie. Czuję się w tym momencie po prostu wydymany prosto pod ogon przez gościa. Staram sie jednak zachować zimną krew, żeby się nie podpalać, nie nabluzgać, rzucać tylko konkretami i przedstawić moją propozycję rozwiązania sprawy - odstępujemy od umowy kupna sprzedaży, a ja nie domagam się zwrotu żadnych dodatkowych kosztów (paliwo, 2 dni urlopu w pracy, przeglądy, ubezpieczenia). Pan R. mówi, że przemyśli sprawę i się odezwie po konsultacji z drugim Panem R. Nie odzywa się ...